Czyściej to nie zawsze lepiej…

… czyli o tym dlaczego nie używać produktów z triclosanem?

Triclosan to stosowany od lat 70-tych XX wieku środek antybakteryjny. Używa się go powszechnie do produkcji proszków do prania, detergentów, kosmetyków, past do zębów, płynów do płukania jamy ustnej, dezodorantów, płynów do higieny intymnej i mydeł. Pomimo tego, że jest obecny na rynku od ponad 40-stu lat, dopiero w ostatnich latach przeprowadzono badania nad jego wpływem na organizm człowieka i środowisko (!). I co się okazało? Niestety nic dobrego.

Triclosan jest tak powszechnie stosowany ze względu na szerokie spektrum działania. W zależności od stężenia może działać bakteriostatycznie (powstrzymuje namnażanie) lub bakteriobójczo na bakterie (Gram+ i -), grzyby, wirusy, prątki kwasoodporne, a także pierwotniaki (np. Toxoplasma gonidii, odpowiedzialne za toksoplazmozę, bardzo niebezpieczną infekcję dla kobiet w ciąży). Triclosan bardzo skutecznie zapobiega rozwojowi bakterii na skórze, chroni przed infekcjami po zabiegach dentystycznych, jest również sprawdzonym środkiem higienicznym na oddziałach szpitalnych. Dlaczego więc we wrześniu ubiegłego roku FDA (Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków) wydała zakaz sprzedaży mydeł z triclosanem? Dlaczego Instytut Matki i Dziecka od ponad 10 lat nie opiniuje pozytywnie preparatów z jego dodatkiem?

Szkodliwe działanie triclosanu

Z punktu widzenia toksykologii triclosan nie działa rakotwórczo, mutagennie czy teratogennie (szkodliwie na płód). Jednak niekorzystnie wpływa na układ hormonalny (wpływa na metabolizm hormonów tarczycy), ośrodkowy układ nerwowy, działa drażniąco na skórę, może również powodować alergię kontaktową. Pod wpływem światła słonecznego może się przekształcać w dioksyny, których działanie kancerogenne jest udowodnione (pamiętacie historię próby otrucia byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki? To właśnie były dioksyny). W amerykańskich badaniach z 2003 roku triclosan pochodzący ze środków higienicznych znaleziono w ponad połowie ze 139 testowanych akwenów wodnych: strumieniach, rzekach, jeziorach i osadach rzecznych. To obrazuje z jaką skalą problemu mamy do czynienia.

Poza tym, w obecności chlorowanej wody (chociażby na basenie, ale również kranówki) triclosan ulega przemianie do chloroformu, który również podejrzewany jest o działanie rakotwórcze.

Triclosan przenika do mleka matek karmiących, dlatego mamy bezwzględnie muszą czytać etykiety kosmetyków, których używają.

Ponadto triclosan uodparnia bakterie na działanie antybiotyków. Stosowanie triclosanu (i innych środków antybakteryjnych) powoduje selekcję szczepów opornych, a dzieje się to kosztem eliminacji pożądanej mikroflory. Do zachowania zdrowia niezbędne jest zachowanie równowagi biologicznej w naszym organizmie, a konserwanty (triclosan, ale też cała masa innych, które np. spożywamy z jedzeniem) zaburza tą kruchą równowagę. Stąd już tylko mały krok do choroby. Coraz częściej mówi się o tym, że nadmierna ochrona przed drobnoustrojami, stosowana już od najmłodszych lat jest szkodliwa, zwiększa ryzyko występowania alergii i negatywnie działa na układ odpornościowy.

Co robić?

Po prostu – nie używać preparatów z triclosanem. Czytać etykiety na produktach higienicznych, wybierać mądrze i nie świrować ze sterylnością w domu 😉 Na zdrowie!

 

Źródła: 1, 2, 3.

 

3 to: Komentarzy “Czyściej to nie zawsze lepiej…

  1. To może jakiś post na temat DIY środków do mycia i kosmetyków do pielęgnacji? 🙂

  2. Sprawdziłam. Triclosan mam w płynie do mycia rąk, paście do zębów i żelu antybakteryjnym do twarzy! :-O

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*
*